ARTYKUŁ POCHODZI ZE STRONY 4 KÓŁKA I NIE TYLKO
Wyścig w USA niemal od zawsze jest dla Formuły 1 swoistym wydarzeniem. Najwyższa kategoria sportów motorowych od lat próbuje podbić Amerykę i serca jej mieszkańców. Udaje się to tylko pośrednio. Nowi właściciele F1 zza wielkiej wody z pewnością chcieliby by wyścig w Austin był gwiazdą kalendarza. Czy w obecnym sezonie udało się zbliżyć do tej wizji?
Circuit of the Americas to jeden z bodaj najciekawszych torów wybudowanych w XXI wieku. Być może przyczyną tego jest, że osławiony Hermann Tilke, czyli mistrz torów usypiających kibiców, był tu jedynie pomocnikiem. Za sam projekt odpowiadał natomiast zespół składający się m.in. z motocyklowego mistrza świata z 1993 roku. Mieszanka długich prostych ze sporymi różnicami poziomów i bardzo szybkich łuków premiuje samochody z mocnymi silnikami. Ważna jest też aerodynamika. Dodatkowo tor wybudowano na dość błotnistym i ruchomym terenie przez co, mimo zaledwie kilku lat użytkowania, pojawiają się już na nim wybrzuszenia i nierówności. Kierowcy muszą nauczyć się je omijać, a zawieszenie powinno sobie z nimi radzić.
Opis obiektu mówi wszystko. To idealne warunki dla Mercedesa i niemiecki zespół od początku weekendu pokazywał rywalom, że tym razem nie będzie się bił z samochodem by uzyskać odpowiednie tempo. Hamilton królował we wszystkich treningach, Bottas także spisywał się nie najgorzej pomimo problemów z dogadaniem się z oponami. Za Srebrnymi Strzałami plasowało się Ferrari, niemal na równi z Red Bull Racing. Jak można się było spodziewać, nieźle prezentowały się także inne zespoły z silnikami Mercedesa, czyli Force India i Williams, konkretnie Felipe Massa. Stroll raczej nie błyszczał w żadnym aspekcie.
W niedzielę po odśpiewaniu amerykańskiego hymnu, wybieleniu zębów i zatknięciu każdemu w cztery litery amerykańskiej flagi na maszcie, mogliśmy wreszcie przystąpić do śledzenia rywalizacji. Sam start przebiegł bez incydentów, wykazał się za to Vettel. Startując z pierwszego rzędu i to po brudnej stronie toru, zdołał zrównać się z Hamiltonem, a następnie wykorzystać pozycję na torze i po początkowym nawrocie wyjść na prowadzenie. Zapowiadało się na cięższą przeprawę dla Lewisa. Z tyłu Raikkonen stracił pozycję na rzecz Ocona. Dobrze wystartowali też Massa i Alonso, którzy przesunęli się w górę w klasyfikacji.
Wyścig nie był łatwym otwarciem także dla drugiego z Mercedesów. Tuż za Bottasem podążał Daniel Ricciardo i już na pierwszych okrążeniach mogliśmy podziwiać kilka bardzo odważnych ataków. Szczególnie na pierwszym zakręcie toru Daniel mocno ryzykował atakując z bardzo daleka. Przy jednym z takich ataków przed kraksą uratowała go tylko szybka reakcja Bottasa, który zrobił miejsce dla lecącego niemal na wprost bolidu RBR. Valtteri ostatecznie jednak obronił swoją pozycję i choć dalej z Ricciardo na plecach, to jechał już bez konieczności odpierania ataków, gdy w Red Bullu opony zaczęły mówić, że mają dość takiej zabawy. Z kolei po 4 okrążeniach zabawę zakończył Hulkenberg, którego problemy z kwalifikacji najwyraźniej przeniosły się też na wyścig. Pozycję na rzecz Ocona odzyskał Raikkonen, a Verstappen z nowym silnikiem szaleńczo przedzierał się do przodu i już po kilku okrążeniach znów był w pierwszej dziesiątce.
Za ścisłą czołówką ładną walkę mieliśmy pomiędzy kierowcami Force India i Sainzem w Renault, który zaliczał niemal wymarzony debiut. Perez bardzo uprzejmie prosił zespół, by pozwolił mu wyprzedzić Ocona, gdyż jak twierdził ten go spowalniał. Po wyczynach w tym sezonie zgody być nie mogło, natomiast Sergio został upomniany, że Ocon dba o opony, czego on nie robi i zaraz mu się przez to skończą. Słowa były niemal prorocze, bo po chwili Francuz zaczął oddalać się od partnera zespołowego, a Carlos Sainz przypuścił udany atak na Pereza i rozpoczął pogoń za kolejnym Force India. Na przedzie ujawniały się powoli strategie liderów. Mercedes i Ferrari z Kimim postanowili przejechać wyścig na jeden pitstop, podczas gdy Verstappen i Vettel szukali swojej szansy, zjeżdżając po nowy komplet opon. Po powrocie tempo mieli szaleńcze i o ile Max naprawdę mógł atakować podium, to Hamilton meldujący o wciąż dobrym stanie opon w jego bolidzie nie pozostawiał złudzeń, że Sebastian dostanie jakąkolwiek szansę ataku.
Raikkonen zostawił miejsce Vettelowi, który i tak by go wyprzedził dysponując dużo świeższymi oponami. W zamian Sebastian trzymał tempo pozwalające Kimiemu używać DRS do obrony przed atakami Verstappena. Ten, jak poinformował go zespół, miał tylko jedną szansę na atak i walkę o podium na ostatnim okrążeniu. Walka miała miejsce dosłownie dwa zakręty przed metą. Po tym, jak na wyjściu z wcześniejszego łuku Raikkonen przyjął bardzo obronną linię jazdy i gorzej wyszedł w kierunku kolejnej serii zakrętów, Max wykorzystał szansę i wbił się po wewnętrznej, jadąc niemal po sztucznej trawie obok asfaltu. Udało się i Holender wpadł na metę jako trzeci za Vettelem i odnoszącym kolejne pewne zwycięstwo Hamiltonem. Radość nie trwała jednak długo, gdyż sędziowie szybko podjęli decyzję o ukaraniu zawodnika za wyprzedzanie poza torem i Verstappen został wyprowadzony z pokoju oczekujących na wejście na podium, czemu przyglądał się zdezorientowany Kimi, nie do końca rozumiejący co się dzieje.
Tak więc w Ameryce Mercedes został ostatecznie Mistrzem Świata Klasyfikacji Konstruktorów. W sumie tylko to potwierdził. Już w Meksyku tytuł zapewnić może sobie także Hamilton, kończąc de facto sezon, który był tak obiecujący, a który Ferrari (jak zwykle niestety) w dwa weekendy skopało przez głupie błędy, a w trzecim dołożył się sam Vettel. Pozostaje więc śledzić rywalizację do końca i mieć nadzieję, że środek stawki zapewni nam sporo walki. Grand Prix USA się pod tym względem udało i z pewnością będzie zapamiętane jako jeden z najciekawszych wyścigów sezonu.
Dawid Karasek napisał:
Ciekawe kto wygra w tym sezonie...
Patryk Bojarski napisał:
Niesamowite zdjęcia!