Zobacz możliwości portalu TurboRebels

Zobacz sesje zdjęciowe, kalendarz imprez, i wiele więcej.
Zaloguj się, włącz tablicę i wyłącz ten komunikat ;)

Tak. Takie rzeczy jeszcze się zdarzają. Są ludzie, którzy pomagają, nie węsząc w tym żadnego interesu. Z odruchu serca. W tym przypadku owa pomoc to nawet coś więcej, gdyż pomagający bezpośrednio rywalizował z potrzebującym pomocy, a pomagając wiele ryzykował. A mimo wszystko wyciągnął rękę ze swoim własnym zapasowym silnikiem, gdy bezpośredniemu rywalowi odmówił posłuszeństwa.

13307465_821590811307368_7040154745320554513_n

Zacznijmy od faktów. Była to 9 i 10 runda WSMP, Tor Poznań, rozegrana 22-25 września 2016 i obaj zawodnicy ścigali sie w klasie DN-8.1 Maluch Trophy. Robert ZALEWSKI – nr startowy 106, Ak Wielkopolski był w tym przypadku osobą pomagającą, a Mirosław JANDUŁA – nr startowy 104, Ak Rzemieślnik – potrzebującą pomocy.

14449967_880768392056276_7123837451053945391_n

Tak sytuację wspomina prezes Automobilklubu Rzemieślnik, Sebastian Kołakowski:

„Wieczorem zajrzałem pod namiot Mirka Janduły w wieczór. Do namiotu wciągnął mnie gwar doborowego towarzystwa z Bany MotorSport oraz Maluch Trophy. W środku na stole zbudowanym z najazdu od lawety silnik od malucha i kilku pasjonatów przy nim się uwijających. Zabawa po pachy jak za dawnych lat 90-tych na torze kartingowym w Biłgoraju. Wszyscy razem pomagają, żeby Mirek rano miał czym wystartować. Natychmiast stanęli mi przed oczami moi koledzy z SKS Karting „Hoża”: Edek Kwiatkowski z Gdańska z Automobilklubu Orskiego, koledzy z AK Mak oraz Sebastian z Energetyk Biłgoraj. Miałem taką samą sytuację na zawodach o Puchar Wojewody Zamoyskiego w 1991 r. Nikt się nie oglądał, kto ile ma punktów, kto komu zagrozi, nikt nie myślał nawet o pisaniu protestów i nikt nie miał zbyt wiele kasy, Ale każdy miał serce do ścigania, podobnie jak Mirek, Ja również rano miałem silnik gotowy do startu. Fajnie, że jest tak nadal w niektórych grupach wyścigowych. Motorsport to chyba jeden z niewielu sportów, gdzie nie ma niesnasek z uwagi na przynależność klubową, czy miejsce zamieszkania. Pomijam rzecz jasna ligę żużlową, gdzie walka „plemienna” tworzy pewien marketingowy folklor. Wtedy w tym namiocie nie miałem zielonego pojęcia, czyj to silnik, kto pożyczył go Mirkowi. Wszystko wyszło na jaw kolejnego dnia. Te chłopaki w namiocie po prostu razem cieszyli się, że mogą pomóc, że jest coś do roboty, że fajnie będzie jak rano Mirek pojedzie na tor, żeby się pościgać. Przez to, że nie czuli, że robią coś wielkiego, właśnie to zrobili! Ogromne podziękowania dla „Zaleszczaka” z Ak-Wielkopolski.”

14492378_882103938589388_8174726353102486582_n

Cała historia zaczęła się w momencie, gdy Mirek po pierwszej piątkowej rundzie stracił motor. Sytuacja była o tyle napięta, że dobre występy Mirka w ostatnich dwóch rundach gwarantowały mu walkę o trzecie, a może nawet o drugie miejsce w klasyfikacji sezonu. Niestety z powodu silnika wszystkie plany mogły pójść tam, gdzie ten z rogami mówi dobranoc. Mirek był załamany. I tu z pomocą przyszedł właśnie Robert, który zaoferował Mirkowi swój zapasowy silnik, żeby Mirek mógł w ogóle wystartować. Warto w tym miejscu nadmienić, że chwilę wcześniej Robert oddał smok olejowy z tego silnika jeszcze innemu zawodnikowi, który również miał awarię! Co więcej, nie tylko pożyczył mu swój zapasowy silnik, ale też do późnej nocy pomagał mu go składać, modyfikować itd. Warto w tym miejscu zaznaczyć, że Mirek i Robert stanowili dla siebie bezpośrednią konkurencję i zdobyte przez nich w weekend punkty miały zadecydować o końcowej klasyfikacji. Ale szacunek i przyjaźń to coś więcej, niż cyferki w generalce.

 

Następnego dnia w kwalifikacjach Mirek zajął… 2 miejsce, tuż za liderem mistrzostw, Michałem Ghany! Robert był dalej, jego szanse na dobry wynik w wyścigu topniały.

image (1)

Przyszła Niedziela. Tuż po starcie wyścigu odpadł murowany faworyt i zdobywca Q1, Michał Ghany (awaria silnika). Z tego co słyszeliśmy, zarówno tempo, jak i walka były niesamowite, bo i drugą i trzecią pozycję rywalizowało co najmniej kilku kandydatów. Po kilku okrążeniach liczyło się już tylko dwóch… Mirek i Robert. Tak. Ten który pomocy potrzebował i ten, który pomógł. Jechali łeb w łeb, Robert miał nawet odrobinę lepsze czasy okrążeń niż Mirek, przetasowali się bodajże na czwartym okrążeniu, ale to Mirkowi udało się utrzymać prowadzenie. Panowie cały czas jechali sobie na zderzaku, w odległości kilkunastu centymetrów! I wtedy na tor wyjechał Safety Car, który nie opuścił go aż do mety, tym samym rozstrzygając wyścig na korzyść Mirka.

 

Jak wspomina Mirek: „Robert przegrał wyścig, przegrał też pudło na koniec sezonu – zajął dość frustrujące, czwarte miejsce. Wysiadając z busa, przed dekoracją zawodników miał „szklane” oczy. Ale wygrał szacunek nas wszystkich dookoła. Ludzie podchodzili do niego i gratulowali mu z szacunkiem takiej postawy: przegrał z własnym silnikiem, z własnej woli, chcąc bezinteresownie pomóc rywalowi i bez cienia żalu… ani przez moment się z tego nie wycofał.”

image

I na tym kochani między innymi polega rywalizacja fair play. Na tym polega sport. W dzisiejszym świecie, w którym ludzie po trupach dążą do celu, o takich postawach trzeba mówić i pisać. Aby ludzie pamiętali, że to właśnie takie odruchy, w których pomagamy sobie mimo wszystko, a nie dla jakiejś korzyści, sprawiają, że świat staje się lepszy. Pamiętajcie.

Tekst: Krzysztof Kłoszewski

Komentarze (0)