Zobacz możliwości portalu TurboRebels

Zobacz sesje zdjęciowe, kalendarz imprez, i wiele więcej.
Zaloguj się, włącz tablicę i wyłącz ten komunikat ;)

6H of Monza było czwartą rundą tegorocznego kalendarza WEC. Jednocześnie był to bardzo ważny weekend dla przyszłości klasy Hypercar, ze względu na debiut nowego Peugeota 9X8.

Spodziewane problemy

Debiut auta Peugeota to rozpoczęcie szturmu klasy Hypercar przez wielkich producentów, którego kulminacja ma przypadać na przyszłoroczny sezon. Sam model 9X8 budzi niezłe emocje ze względu na design aerodynamiki bez tylnego skrzydła. Dzięki temu auto jest nie do pomylenia z jakimkolwiek innym na torze. Generalnie jedyna podobna konstrukcja w ostatnich 20 latach to DeltaWing.

Co najważniejsze właściwie nikt nie spodziewał się „gładkiego” debiutu i nie obiecywał gruszek na wierzbie, jak to zrobił swego czasu Nissan ze swoją równie nowatorską konstrukcją. Kierownictwo teamu Peugeot od początku mówiło, że pomimo przejechanych tysięcy kilometrów testowych, oni nie są jeszcze zespołem wyścigowym, a 9X8 nie jest samochodem wyścigowym. To przedłużenie testów i sprawdzenie konstrukcji w warunkach bojowych.

Szybko okazało się, że niskie wymagania były dobrze dopasowane do realiów. Z resztą Panowie dobrze wiedzieli na czym stoją, skoro podjęli decyzję o opóźnieniu debiutu konstrukcji. O ile 9X8 prezentowały od początku dobre tempo, to już po pół godziny wyścigu pierwszy z pojazdów uległ awarii na torze i stanął na wjeździe do alei serwisowej.

Zaskakujący lider

Tymczasem na przedzie królował Glickenhaus. Amerykański zespół zdobył pole position i nie było to aż tak wielkim zaskoczeniem, bo już nie raz pokazywali dobre tempo na jednym kółku. Zwykle jednak po starcie wyścigu dość szybko radziły sobie z nimi hypercary Toyoty. Teraz jednak było inaczej. Glickenhaus 007 LMH pewnie wystartował, pozostał na prowadzeniu i budował sobie znaczną przewagę nad resztą stawki. Za Amerykanami z kolei nie próżnowało Alpine w „pradziadku” LMP1 i coraz mocniej naciskało auta japońskiej marki. Za nimi Peugeot podążał swoim ciut gorszym, testowym tempem.

Z kolei w LMP2 świetną zmianę zaliczał Louis Deletraz, który wyprowadził zespół Prema Orlen na prowadzenie po starcie z szóstego miejsca. W GT Am po historycznym pierwszym pole position dla kobiet, Iron Dames dalej utrzymywały się na prowadzeniu lub tuż za liderami.

Przed półmetkiem wyścigu pojawiły się problemy w Toyocie #8. Silnik elektryczny, mający w czasie hamowania działać jak alternator i ładować akumulatory hybrydy, nie wykonywał tego zadania. Auto zaczęło tracić tempo, ale w końcu udało się je zrestartować „w locie”i czasy okrążeń wróciły do normy. Także Prema zaliczyła nieco niefortunny układ na torze związany z neutralizacjami i spadła na trzecią lokatę, choć dalej pozostawała w walce o zwycięstwo.

Akcja się zagęszcza… dramatycznie

W połowie wyścigu byliśmy świadkami potężnego wypadku Astona Martina zespołu TF Sport. Kierowca stracił hamulce w pojeździe na dojeździe do szykany Variante della Roggia i wszedł w zakręt rozpędzony w uślizgu bokiem. Następnie auto przywaliło w tarki „kiełbaski” na zewnętrznej stronie trasy. Uderzenie było tak potężne, że wyrwało drzwi i kawałek podlogi, a przy tym wystrzeliło pojazd w powietrze! Po wylądowaniu na dachu samochód ślizgał się jeszcze dobre kilkadziesiąt metrów nim zatrzymał się przy bandzie po drugiej stronie toru. Kierowcy jakimś cudem nic się nie stało, ale ten wypadek pokazuje, że dyskusja o bezpieczeństwie tak agresywnych tarek nie jest jeszcze zakończona.

Kiedy wreszcie sprzątanie po wypadku zostało zakończone i wróciliśmy do rywalizacji, szybko doszło do kolejnej awarii Peugeota. Zdecydowanie bardziej dramatyczna była jednak awaria turbo w pojeździe Glickenhausa, który podążał na prowadzeniu z zapasem pozwalającym na niezłe rozprężenie w zespole. Na nic jednak zdała się ta duża przewaga, kiedy po awarii nie było sensu kontynuowania i marzenia o zwycięstwie przepadły.

Tymczasem Alpine toczyło zażarty pojedynek z Toyotą o drugie miejsce i zdecydowanie nie była to leniwa walka bez agresji, o jaką niektórzy posądzają wyścigi długodystansowe. Z resztą był to jedynie wstęp do tego, co działo się miedzy oboma zespołami później. W LMP2 z kolei na prowadzenie wyszedł polski zespół Inter Europol Competition! Pomogła nieco strategia i układ sił na torze, a rywale powoli dochodzili żółto-zieloną Orecę. Niemniej Esteban Guttierez zaliczał świetny występ i popisowło bronił się przed atakującymi zwycięzcami Le Mans 24h – zespołem Jota. W GT Am z kolei Iron Dames wciąż wałczyło o zwycięstwo. Panie pojedynkowały się z Porsche teamu Dempsey-Proton, który coraz mocniej zagrażał liderkom.

Ostatnią zmianę w zespole Prema Orlen zaliczał Robert Kubica, który po niefortunnych zbiegach okoliczności, musiał nadganiać pozycje by wyprowadzić zespół do pierwszej trójki. Już, już mu się to udało, kiedy Robert popełnił błąd w pierwszym zakręcie, uderzając w tył rywala. Prawdą jest, że kierowca auta Richard Mille w ostatniej chwili wjechał Kubicy przed nos i to dosłownie na centymetry, nie dając wiele czasu na reakcję. Jednak wina zawsze jest kierowcy z tyłu, a to Robert, jadący na nowiutkich oponach, źle oszacował o ile później od rywala będzie hamował i zahaczył go o tył.

Ciąg dalszy na 4 kółka i nie tylko...

Komentarze (0)